FANDOM


Rozdział 1: "Jak pozbyć się demona"Edytuj

Ciemność coraz bardziej wypełniała pokój, sprawiając przerażające wrażenie, jakby ktoś zaraz miałby wyskoczyć z któregoś z czterech kątów w miarę dużego pomieszczenia opuszczonego budynku i zaatakować, dusząc ofiarę do nieprzytomności lub bezlitośnie dźgając ją nożem w plecy. Możliwości jest wiele. Można by nawet zaryzykować, używając słowa "nieskończonośc". Jakie okropne pomysły, manie, fobie rodzą się i rosną z niewyobrażalną prędkością w głowach morderców? Psycholodzy mogą dwoić się i troić, biegać po instytutach z grubymi arkuszami statystyk, analiz, opisów, jednak niemożliwe jest wdarcie się do czyjegoś umysłu; nawet w przytulnym, cichym gabinecie, na podłużnym i miękkim fotelu lub być może otomanie pacjent nie wyjawi swoich prawdziwych myśli, nie zwierzy się nikomu ze swoich snów, fobii. Cóż, przynajmniej w pewnym stopniu. Każdy bowiem ma inną osobowość, inne ideały, różne cele, do których dąży. Pewna część społeczeństwa zdaje się być uległa, naiwna i po pewnym czasie pogrążona w hałasie, gdy mężczyzna lub kobieta z sąsiedniego pokoju krzyczy wniebogłosy. Ktoś pewnie zapyta "O co chodzi?". To proste. Znane są przypadki, kiedy taki "pan pokorny" podzielił się swoimi nie do końca normalnymi rozmyślaniami na temat życia, ludzi, którzy kiedyś sprawili przykrość i sposobach, jak można ich w przyszłości np. odurzyć chloroformem, przywiązać do drewnianego koła o średnicy blisko dwóch metrów i próbować swoich sił jako artysta cyrkowy, rzucajać kolejne ostre jak brzytwa noże, doprowadzając "ochotnika z areny" do śmierci, wcześniej do męk, a na początku przedstawienia do szoku, który, bądź co bądź, długo nie mieszka w duszach ofiar. Duszach, które w nagrodę za uczestniczenie w pokazie dostały bilet w zaświaty. Po kilku podobnych wizytach u specjalistów w dziedzinie psychiatrii czy psychologii,  a przed oczami widzi się świeżutki, wyprasowany kaftan bezpieczeństwa trzymany przez dwóch osiłków, którzy niewzruszeni obezwładniają delikwenta odpowiednimi środkami, jakimi powinni się posługiwać przedstawiciele tejże profesji wobec "niepoczytalnych" pacjentów. Zawsze można powiedzieć, że to taka sama praca, jak każda inna i nie ma sensu nastawiać się negatywnie w stosunku do sanitariuszy. Z drugiej jednak strony, oni sami wybrali taką robotę, a czasami nawet bawi ich zachowanie wariatów, którzy przywiązani nieraz do łóżek błagali o wolność, zupełnie jak ptaki w klatkach.

Może masz wrażenie, że pisane jest to trochę nie na temat, a autor desperacko próbuje powiększyć rozdział, jednak nikt nie pisałby czegoś takiego bez powodu, odbiegając od głównej mysli pierwszej części. Nie można trzymać czytelnika tak długo w niepewności (chyba że jest to kryminał), a więc wróćmy do mrocznego lokum, które zostało wspomniane wcześniej. Początek opowieści może zdawać się nieciekawy, naciągany, ale czasami trzeba uciec od osobliwości i kontynuować serię sztucznych, niezbyt interesujących powieści o magach, smokach i szkołach magii. Czy aby GSFIC to podobna historia o liczbie stron wahającej się między piątką i trzema zerami a jedynką, której towarzyszy trójka zdumiewających, owalnych cyfr? Do odważnych świat należy - mówią ludzie. Kontynuujmy historię o odważnych... W zimnej otchłani mroku pojawiła się sylwetka kobiety o wyrażnie zarysowanych atutach przedstawicielki płci żeńskiej. Pewnie wzdychasz teraz głośno, gdyż w umyśle przypomina się tobie typowy schemat przeciętnej bohaterki jakiejkolwiek powieści fantasy, która z pewnością ma "czym oddychać i na czym usiąść". Z czasem staje się to denerwujące, że autorzy tworzą postacie o takich, kolokwialnie mówiąc, gabarytach. W tym przypadku jest trochę inaczej. Ciało tajemniczej postaci było nieregularnie ukształtowane, jej biodra są prawie trzy razy większe od talii, a biust rozmiarem przypomina raczej jabłka. Nierzadko kobieta ta używała krzesła albo drabiny, aby po coś sięgnąć, mogłaby również pomarzyć o samodzielnym wspinaniu się na drzewo, chociażby w celu ściągnięcia kota, latawca lub po prostu dla zabawy, gdyż gałęzie większości "olbrzymów" były nieosiągalnym dla niej celem. Analizując jej "poziomą" budowę, z niebywałą łatwością przechodziła przez drzwi i nie miała zwyczaju przepychać się na korytarzach, hallach, foyerach...Tak było i tym razem. Dzięki swoim zaskakującym umiejętnością akrobatycznym, w ciągu paru chwil dostała się na najwyższe piętro opuszczonego drapacza chmur, których w tym przygnębiającym miasteczku o tajemniczej nazwie Blitz nie brakowało. Dlaczego? Otóż parędziesiąt lat temu z powodu wzmożonej produkcji tabletek nazywanych Schnaps większość mieszkańców nabrała niemałego szacunku do pewnego budynku, nazwanego Hause 100.

Czerń stopniowo odwijała swoje gęste, smoliste zwoje z ciała postaci w dal, więc wkrótce bohaterka ukazała się w pełnej okazałości. Kobieta okazała się być młodą, jasnowłosą dwudziestoparolatką w żółtym kombinezonie, który szczelnie krył jej ciało, oprócz głowy. Schnur poczuła, że nie była w tym pomieszczeniu sama. Trochę nerwowo, ale jednak zachowując spokój spoglądała w ciemne ściany. Mrużąc oczy, myślała, że widzi jakąś sylwetkę, jednak były to tylko iluzje, miraże, stworzone przez jej umysł. Nagle kątem oka dostrzegła śnieżnobiały materiał, przelatujący za pielęgniarką. Z niezwykłą szybkością obróciła się na pięcie, że aż misternie upleciony warkocz został częściowo rozwiany. Przełknęła ślinę i truchlejąc, zapytała: "Gdzie jesteś, panno Frech?", ale odpowiedzi nie usłyszała, a echo odbijające się od ścian dodatkowo przeraziło kobietę. Wkrótce biały fragment materiału po raz kolejny przemknął gdzieś za nią, a ona odruchowo zwróciła twarz w ową stronę. Tym razem jednak dało się uchwycić cichy śmiech. Był dziwny...Nie chodziło tu o ton głosu, ale o jego źródło. Zdawało się być obce, nieznane. Schnur nie potrafiła powiedzieć, skąd pochodził. Powtórzyła pytanie, ale tym razem w jej głosie słychać było trwogę. Zwykle posiadaczka tego altu potrafiła się opanować, to odważna, zdolna kobieta. Więc o co chodzi?

Blitz było przepięknym miastem, pełnym życia. Mieszkańcy tryskali energią, prawie co tydzień organizowali jakieś imprezy, zawody, jarmarki. Pewnego dnia jednak pewien tajemniczy osobnik płci męskiej, nazywany Doktorem przybył do tej polichromatycznej miejscowości, aby kontynuować badania nad Schnaps - niezywkłą substancją, po spożyciu której ludzie zwykli kontrolować swoje dusze. Ten cudowny środek aż emanuje czerwoną energią, ale pstrokate ciało stałe mogło być z łatwością przedawkowane, więc aby zapobiec katastrofom, naukowiec produkował je w postaci drażowanych pigułek o przeróżnych kształtach. Jeżeli ktoś raz skonsumował jedną z tych tabletek, zyskiwał zdolność synchronizacji umysłu, ciała i ducha, a więc nabywał umiejętności nadprzyrodzone. Niekoniecznie telepatia, czyli potocznie czytanie w myslach lub telekineza, to jest zmuszanie przedmiotów do ruchu bez dotykania ich, ale które odpowiadały charakterowi danej persony. Czy przybycie tamtego wynalazcy sprawiło, że z Blitz uleciała radosna dusza, a mieszkańcy z pokorą podporządkowali się nowemu władcy, Doktorowi? Uciekali z miasta? Jak Doktor stworzył tę substancję? Na drugie pytanie nie ma odpowiedzi. Albo raczej nie ma jednego, konkretnego wytłumaczenia. Ludzie są różni. Większość ludzi aby zdobyć uwagę słuchaczy lub szerszej publiczności, opowiadało o tym,  jak wynalazca porywał trzodę chlewną, dzięki której zyskiwał efekt nieprzeciętnych drażetek, ale częściej spotykało się to z pogardą i oburzeniem niż z zaskoczeniem i zadumą. Inni zaś twierdzili, że pigułki to nic innego jak narkotyki, po których tylko wydawało się, iż człowiek mógłby w jakikolwiek sposób kontrolować chociażby góry, zmusić je do ruchu. Reakcje na takie stwierdzenia nie różniły się niczym od poprzednich, czyli zamiast zdumienia i owinięcia głów towarzyszy fioletowym całunem tajemnicy, opowiadający wzbudzali tylko śmiech. W końcu wiele mieszkańców używało kiedyś owej substancji i pamiętają wszystko, co działo się z nimi po zażywaniu Schnaps. Na drugie pytanie znana jest odpowiedź: jak najbardziej.

Ruszyła się o parę kroków naprzód. Chłodna podłoga odbijała zniekształcony obraz twarzy i ciała, przykrytego jasnym skafandrem od szyi aż do stóp, gdzieniegdzie przystrojonym czarnymii pasmami. Czuła coraz większy nacisk stresu na sobie. "Z lewej? Z prawej? Nie, z góry? Może jest już za mną?" - rozmyślając na temat kierunku ataku panny Frech, energicznie kręciła głową. Przełknęła ślinę. Napór strachu był nie do wytrzymania. "Zbliża się kostucha..." - szepnęła niezwykle cicho. Wkrótce, po zdającej się nie mieć końca ciszy Schnur ujrzała biały materiał, przemykający za nią. Widziała kątem oka sylwetkę,  ale ruchy "współlokatorki" okazały się być zbyt szybkie i nie pozwalały na dostrzegnięcie aktualnej pozycji kobiety. Obróciła się tak prędko, jak tylko mogła, ale zamiast uciekinierki szpitala zobaczyła ciemność. W jednej chwili uświadomiła sobie, co się działo. Prawie pewna swojego "szóstego zmysłu", stwierdziła: "Więc na tym polega twoja moc, twój Schnaps? Hmmm?". Odpowiedź nadeszła błyskawicznie. Przed nią pojawiła się w całej okazałości "zwierzyna". Ofiara wytrzeszczyła oczy, gdyż na zrobienie uniku nie miała dużo czasu, więc postanowiła, że lepiej byłoby, gdyby po prostu przyjęła ten cios. Tak nie zrobiła.

Schnur potrafiła dostrzec każdy ruch mięśnia, każdy oddech, każde mrugnięcie powiek panny Frech. Wszystko zatrzymało się w czasie, przestrzeni. Złotowłosa przed oczami miała rozmazany obraz atakującej, był on achromatyczny, pozbawiony kolorów, nawet w tej "camerze obscurze" lokalu, w którym właśnie pojawiła się blondynka. Poczuła chłodny powiew wiatru na skórze. Zamknęła oczy... Sloneczne włosy przestały tańczyć w przestrzeni. Świat wirował wokół niej, jak srebrnoszare, ale z drugiej strony matowe tornado, niby sam środek potężnego orkanu.

Lokum wypełnił brunatny dym, z którego wyleicała z impetem łowczyni demonów. Uderzenie panny Frech zadało zbyt wysokie obrażenia, aby mogła bez szwanku ustać na obu nogach. Każdy ruch, nawet najmniejszy sprawiał jej ogromny ból. Brakowało jej sił na wstanie. Powoli znikał i stawał się znacznie rzadszy niż wcześniej, widać było przez niego sylwetkę oponenta. To szczupła, wysoka kobieta, której twarz  nadawała się na okładki gazet. Jakichkolwiek. "Po spożyciu Schnaps ludzie nie są i nie będą już ludźmi" - stwierdziła leżąca, dostrzegając nienaturalnie długie nogi, nieskutecznie zakrywane matowym, białym materiałem, prawdopodobnie będącym bibułą do papierosów. Twarzą przypominała jedną z popularniejszych aktorek ubiegłej dekady, zamordowanej podczas koncertu. W długie, chaotycznnie ułożone, ciemne blond włosy niechlujnie wplecione zostały gałązki żurawiny, pasujące do wysokich, czerwonych szpilek. Wtej abnegacji fryzury, całość zdawała się mieć jakieś drugie, artystyczne dno.  Mimo to na licu Schnur nadal malowała się radość, denerwująca pannę Frech do skraju możliwości. W końcu blondynka znała pozycję "modelki" i ta nie mogła jej już zaskoczyć.

Panna Frech powoli zbliżała się do odzianej w złoto-czarny kombinezon przedstawicielki płci żeńskiej z nieukrywaną satysfakcją. Wkrótce jej chłodna, koścista dłoń ujęła szyję dwudziestolatki, która z niemałym trudem łapała powietrze, szarpiąc się przy tym na wszystkie strony, wszystkimi wolnymi kończynami, lecz nie pomogło to bardzo. "Też jestem człowiekiem, panno Schnur Elf. No, może troszeczkę nienaturalnym, ale również" - zbliżyła się do jej ucha, wyszeptała te słowa, pocałowała ją w policzek i spokojnie kontynuowała, obserwując nerwowe, deperackie próby uwolnienia się ze śmiertelnego uścisku. "Powinnaś wiedzieć to najlepiej, ma droga. Jednak teraz nie ma to głębszego znaczenia" - to zdanie zakończyła śpiewnym, świergoczącym i wibrującym głosem. Ponownie zbliżyła swoje usta do tym razem lewego ucha łowczyni, zaczynając egzekucję słowami "Przynajmniej bądź uradowana, że jako stuprocentowa kobieta pozwolę sobie uronić kilka łez nad twoim ciałem". Odsunęła się gwałtownie od twarzy Elf i z zamachem rzuciła nią w kierunku bocznej ściany. Wszystko w ułamek sekundy straciło kolor i poczęło agresywnie wirować, podobnie jak przedtem. Schnur poczuła dziwne ssanie w żołądku i zobaczyła przed sobą atakującą, która przed chwilą ujawniła swoją obecność w budynku. Obie były w tych samych miejscach, co wcześniej. Obie przybrały takie pozycje, jak parę chwil temu. Takie same emocje żądziły ich duszami, targały włókna umysłu.

"Moc czasu...Hmmm?"

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki